Mapa witryny











  

Gdy ponad dwa lata temu w pośredni sposób uczestniczyłem w narodzinach „Bluszcza”, czułem się trochę jak członek rodziny czekający pod telefonem na pomyślne wieści z porodówki. Ściskałem kciuki niczym wiązankę kwiatów i wysyłałem entuzjastyczne telegramy, gratulując szczęśliwym i dumnym rodzicom pierwszego wydania. Od tego czasu minęły dwa lata, co przyjąłem ze zdziwieniem i z tego typu zaskoczeniem, jakie towarzyszy mi, gdy za każdym razem odcinają w moim mieszkaniu dopływ prądu, bo minął już dawno czas na zapłacenie rachunku. Czas nieubłaganie biegnie do przodu, bijąc co roku rekordy szybkości. Słońce świeci, ludzie się kochają, a literatura nie bacząc na niesprzyjające czasem warunki atmosferyczne wystawia na pokuszenie naszą wrażliwość. Nic więc dziwnego, że w takich okolicznościach „Bluszcz” również się rozwija, wypuszczając coraz to nowe pędy i korzenie, które sprawiają, że chcąc nie chcąc jesteśmy coraz bardziej wplątani we wszystko, co piękne, zmysłowe, mądre, groteskowe i na tyle malownicze, by to nieustannie pielęgnować. Chwała wszystkim ogrodnikom, którzy do tej pory potrafili w tak niepowtarzalny sposób zająć uwagę świata pismem, które wymyka się powszechnie preferowanym trendom. Wielkie podziękowania tym wszystkim, którzy pod przewodnictwem naczelnej potrafili wyczarować z naszej codzienności niepowtarzalne chwile zadumy, melancholii, radości, refleksji, czyli wywołać w nas wszystko, co sprawia, że jesteśmy choć o jeden dobry uczynek lepsi. Jestem przekonany, że między innymi dzięki „Bluszczowi” wielu z nas może poruszać się bardziej pewnie i przyjemniej po naszym świecie, który złośliwi badacze opinii publicznej nazywają czasem niszą. Nas to nie zraża, bowiem w tej krainie czujemy się najlepiej.
Czasami jednak ten skrawek nieba, ten nasz kawałek podłogi, tę obrośniętą altanę warto urządzić trochę inaczej. Przy zmieniających się jak  fryzury niektórych prezenterek telewizyjnych warunkach wypada odświeżyć atmosferę, przemeblować otoczenie, by ludziom czytało się lepiej, „Bluszcz” rósł w siłę i  rozwijał się zgodnie z naszą poetycką naturą.
Sytuacje życiowe, tak jak schody ruchome na Dworcu Centralnym, jeśli nie są akurat w remoncie, bywają niezmiernie dynamiczne. Pojawiają się nagle niespodzianki, które jak absurdalne zwroty akcji w czytanej jednym tchem książce, wprawiają człowieka w osłupienie. W podobny sposób zaskoczyła mnie propozycja objęcia  fotela, a w zasadzie rozkładanego plastikowego krzesła redaktora naczelnego. Z ostatniej strony trafiłem na trzecią, co nie tylko mi może wydawać się szokującym awansem. Mój kobiecy pierwiastek wielokrotnie spotęgowany między innymi przez lekturę tego pisma sprawił, że podjąłem wyzwanie. Postaram się nie zawieść oczekiwań i sprostać medialnej rzeczywistości. Już od następnego numeru będzie można zaobserwować w jaki sposób te ambitne postanowienia wprowadzamy w czyn.
Mam nadzieję, że za dwa lata spotkamy się również na trzeciej stronie „Bluszcza” w podobnie doskonałym nastroju, i równie spontanicznie ciesząc się z kolejnego udanego jubileuszu.

 

  
Proszę kliknąć tutaj aby wprowadzić zawartość
  
Bluszcz | kolekcje | Gdzie kupić? | Prenumerata | Regulaminy konkursów | Kontakt | Forum | Aktualności | Wydarzenia
Copyright 2008-2009 Elipsa Sp. z o. o.