Kilka miesięcy temu byłam w Zakopanem. To było moje drugie spotkanie z tym miastem. Z pierwszego nie pamiętam zbyt wiele, tylko, a może aż, Giewont oraz oscypki. Wtedy byłam zaledwie dwa dni, kiedy to wszystko, co mnie otaczało poznawałam w pędzie. Teraz było zupełnie inaczej. Przede wszystkim wolniej i dłużej, choć i tak mało na poznanie Zakopanego. Pierwszego dnia w Zakopanem obowiązkowo zaliczyliśmy Krupówki, kiedy zapadał zmierzch. Krupówki są miejscem wyjątkowym, jest w nich jakaś. Wszędzie sklepy, restauracje oraz stoiska z pamiątkami lub oscypkami, których zapach rozchodzi się wzdłuż i wrzesz. Następnym punktem poznania Zakopanego był wjazd na Gubałówkę, który dostarczył niezapomnianych wrażeń. Doznawałam niezwykłych uczuć, z jednej strony byłam zachwycona wspaniałym widokiem, z drugiej zaś Gubałówka wpłynęła na mnie nostalgicznie. Rozmyślałam nad doskonałością przyrody, na ogromie tych wspaniałych gór, przyziemne zapachy smażonych frytek oraz smród spalin raptownie sprowadziły mnie na ziemię. Były tak bardzo na miejscu, że aż mnie skręcało w przenośni i dosłownie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Dolina Kościeliska. Przy jej wejściu były stoiska, gdzie można było kupić oscypki na ciepło. Zapach dolatujący do mnie był tak smakowity, że pokusiłam się o kupno oscypków: jednego z boczkiem, drugiego z rydzem.. Oscypek na ciepło z rydzem to prawdziwa poezja smaku i aromatu. Później było już tylko lepiej. Naokoło mnie przepiękne góry, zapach jesieni, która powoli zamieniała zieleń w przepiękne barwy złota, brązu i czerwieni. Gdzieś w tle śpiewające ptaki i szemrzące strumyki. W takich chwilach człowiek czuje, że żyje naprawdę, a nie na niby. Czy ktoś z Was też tak czuł?