Drodzy czytelnicy,
„Bluszcz” kończy już dwa lata. Niektórzy porównują pismo do wina. Na razie jest młode, ale ma już szlachetny aromat. Dojrzewa i nabiera wykwintnego smaku, a jego forma wciąż na nowo klaruje się w umysłach naszych znakomitych współautorów. To dzięki nim co miesiąc czytelnicy mogą delektować się wyśmienitym bukietem słów. Z tej okazji nasi współautorzy i przyjaciele składają życzenia, a my dziękujemy i obiecujemy jeszcze niejedno literackie upojenie!
Przedwojenny „Bluszcz” wstrząsał życiem politycznym. Dobrze, że dzisiejszy tego nie robi. Za to mile i skutecznie potrząsa życiem intelektualnym i kulturalnym. A pomyśleć, że to dopiero dwulatek. Niech więc zdrowo rośnie, rozkwita propagowaniem rozumu i łagodności, tam, gdzie ma największe szanse na udane działanie, czyli wśród kobiet. I niech za tymi, które poddadzą się mirażowi parytetu, śmiało wkracza do polityki, gdzie „Bluszczowe” uznanie dla rozumu i łagodności jest coraz bardziej potrzebne.
Bogusław Wołoszański
Towarzyszyłam „Bluszczowi” od narodzin – samego pomysłu, aż do jego realizacji, kiedy przed dwoma laty ukazał się pierwszy numer miesięcznika, w którym debiutowała też moja, teraz już książka, Składana wanna. Choć był to skok na głęboką wodę z perspektywą płynięcia pod prąd, podzielałam wiarę twórcow „Bluszcza”, że w czasach, gdy czyta się coraz mniej książek, magazyn literacki znajdzie swoją publiczność. I tak się stało. Życzę Zespołowi, aby pielęgnując oryginalność i odrębność, które spomiędzy setek innych pism wyróżniają „Bluszcz”, udawało się Wam nadal poszerzać krąg miłośników książek i czytania.
Małgorzata Niezabitowska
Życzę „Bluszczowi” pazurów, by się piął w górę i miał czym dźgnąć, gdy trzeba.
Joanna Bator z lotniska
Drugie urodziny „Bluszcza”… Słońca obiegiem wchodzimy znów w te same, co w dniu narodzin, gwiazdy. Towarzyszy nam przy tym wielka nadzieja na spełnienie się naszych marzeń, które wszak są magią codzienności. Ja mam jedno życzenie, zapakowane w zieleń i błękit mojej ziemi.
Na mazurskiej prowincji ludzie wciąż opowiadają sobie piękną pruską legendę o tym, jak rodzi się w ludziach miłość do Mazur. Na olchowej łódeczce wypływa w swój bezszelestny, późnoletni rejs Królowa Jezior nitkami babiego lata oplątująca ludzkie serca. Kogo uda się tak pajęczo zniewolić, już zawsze tu powraca … Bądź i ty, BLUSZCZU, taką Królową, oplątuj serca Czytelników miłością do słów i przewlekaj nasze myśli jak korale na majuskuły i minuskuły liter. A my, tak Tobą omotani, wracać do Ciebie będziemy na pewno… Katarzyna Enerlich
To „Bluszcz” ma już dwa lata!? Ho, ho! No to życzę 100 lat!!! Ale jak sobie pomyślę, że w związku z tym będę musiał napisać 1200 FLASHBACKÓW, to trochę mi słabo. Pozdrawiam urodzinowo!
Juliusz Machulski
Niech się krzewi Bluszcz, niech z Bluszcza
Rośnie nam szumiąca puszcza
I niech liście jej szeleszczą
Cną polszczyzną, rzewną-wieszczą
I niech czasem również wrzeszczą
A na serio to życzę Wam następnych stu kilkudziesięciu lat (bo wliczam Wasze prapoczątki). Bardzo doceniam to, że jest takie pismo, które oferuje swoim Czytelnikom coś do czytania, a nie − z całym szacunkiem dla Waszej wyjątkowej szaty graficznej − obrazki.
Tomasz Piątek
Według pediatrów jednym z największych osiągnięć dwulatka jest umiejętność komunikowania się. „Bluszcz” jest autentycznie genialnym dzieckiem! Życzę mu z całego serca dalszego tak spektakularnego rozwoju!
Anna Onichimowska
Potężnych armat literackich na froncie walki z reakcyjnym analfabetyzmem! Benedyktyńskiej cierpliwości, uporu i sił, aż do „Bluszcza” litery ostatniej! Nakładu pisma wyższego niż dzienny obrót hipermarketów! Czytelników łaskawych, z prenumeratą wykupioną do późnej emerytury! Autorów nie awanturujących się, choć bez krawatów i dotrzymujących deadline’ów! Niech się „Bluszcz” wybluszcza w górę niczym trąba porcelanowego słonia − czego życzy autor Miasta Szklanych Słoni.
Mariusz Sieniewicz
Młodziutkiemu jeszcze „Bluszczowi” wielu zielonych pędów, słońca i przyjaciół w literackim ogrodzie.
Hanna Kowalewska
Życzę „Bluszczowi”, żeby kojarzył sie ze słowem „świerszcz” − nie tylko dlatego, że zawiera taki sam zestaw polskich dwuznaków, które obcokrajowca doprowadzają na skraj załamania nerwowego − ale przede wszystkim dlatego, żeby wywoływał podobne skojarzenie, jak wyrażenie „świerszcz za kominem”. Czyli spokój, poczucie bezpieczeństwa, sielskość − i coś smakowitego do czytania.
Grażyna Plebanek
Pozieleniało nam pismo. Rozrosło się. Zapuszcza się coraz dalej, tam, gdzie tylko pędy bluszcza potrafią. Czasem zagląda przez kuchenne okno, czasem wkrada się przez uchylony lufcik pracowni, czasem oplata się wokół starego dębowego biurka. Gałązki bluszcza wyciągają się ku słońcu, ale nie boją się zajrzeć też w mrok piwnicy. Rozrosło się nam pismo. Oplata coraz silniej. Już się nie wyrwiesz.
Redakcji i Czytelnikom „Bluszcza” na drugie urodziny życzę zielonych okien pracowni i ogrodu, który nie ma końca.
Remigiusz Grzela